Smak marzenia ze szczyptą soli

Podróże

W czasie pandemii często spotykam się ze zdaniem - “jak wrócimy do normalności…”. Spróbowałam więc sobie odpowiedzieć - co dla mnie znaczy normalność? I czy można do niej wrócić? Myślami wracam do ostatniej podróży do Nowego Jorku, którą odbyłam tuż przed zamknięciem granic.
 
Jest 3 marca 2020. Klik. Klik. Charakterystyczne zapięcie pasa bezpieczeństwa w samolocie. Wtulam się w fotel i rozglądam wokół. Za oknem świeci popołudniowe słońce. Wewnątrz pasażerowie kierują się na wyznaczone miejsca. Obserwuję różnorodność kolorów, ludzi i ich reakcji. Przyglądam się jak układają bagaże w schowkach i przygotowują się do lotu. Tylu ludzi, a za każdym inna historia. Ich życiowe ścieżki na tę chwilę splotły się ze sobą. Ciekawe, czy powstaną tu nowe relacje, które pozostaną z nimi na dłużej. Oddaję się swoim rozmyślaniom i zadaję sobie pytanie - jak taka puszka może unieść tylu ludzi w przestworza...tyle historii, tyle doświadczeń. Przed wylotem znajoma zapytała mnie, o czym myślę podczas lotu. To ciekawe pytanie. Opowiedziała mi, jak podczas ostatniego warsztatu rozwojowego, uczestnicy dzielili się swoimi doświadczeniami z podróży samolotem. Część z nich porównywała ją do medytacji. Zaciekawił mnie ten wątek. Zastanawiam się, co ja czuję. Uwielbiam latać. Czas w przestworzach jest dla mnie wyjątkowy. Jakbym, oderwana od ziemskich spraw, miała szczególną okazję do przemyślenia życia. Mknę przez przestworza, ale wewnętrznie się zatrzymuję. Otoczona chmurami czuję się małą istotą, która poddaje się biegowi chwili.  
 
Ląduję w Nowym Jorku, mieście marzeń. Tak często oglądamy je w filmach, że wydaje nam się znajome. To moja kolejna podróż do tego zakątka świata. Pomimo tego, po raz kolejny z ciekawością obserwuję służby na lotnisku, oficjalne procedury, długie kolejki do kontroli paszportowej.
 
Wychowałam się w czasach PRL-u, kiedy wszystko było na kartki. Pamiętam długie kolejki w oczekiwaniu na chleb, wędlinę i landrynki na wagę. Wspominam smak słonego masła oraz mocno żółtego sera – darów z Ameryki. Uwielbienie do słonego masła pozostało mi do dziś.
 
Po trzech godzinach spędzonych w oczekiwaniu na kontrolę paszportową, z bagażem w ręku wsiadam do taksówki. W otoczeniu nocy przemierzam nowojorskie ulice. Zachwycająco prezentują się oświetlone wieżowce, ulice pełne kolorów, świateł i tętniącego życia. 
 
Pomiędzy spotkaniami biznesowymi organizuję sobie czas na delektowanie się miastem marzeń. Nie ma drugiej metropolii, która przyciągałaby tylu ludzi. Przyjeżdżają tu z całego świata, aby realizować swoje marzenia. Tutaj każdy może rozpocząć nowe życie. W pewnym sensie Nowy Jork należy do wszystkich i do każdego. Nieważne, czy urodziłaś się tutaj, czy przyjechałaś przed tygodniem, możesz je nazwać swoim miastem. Spacerując ulicami tak się właśnie czuję. Jestem częścią tego wielkiego miasta. 




Rozpoczynam od spaceru po Central Parku. Wchodząc do parku z zatłoczonego, głośnego i pędzącego Manhattanu mam wrażenie, że wkraczam do innego świata. Pomiędzy drzewami widać nowojorskie drapacze chmur. Ale drzewa tworzą dźwiękoszczelną ścianę, dzięki czemu w parku jest cicho. Słońce rozpieszcza ciepłymi promieniami i budzi do życia uśpioną przyrodę. To magiczne miejsce, pokazuje moc i siłę natury. Zielone serce Manhattanu ma powierzchnię 341 hektarów. Spacerując deptakami pośród drzew, można słuchać śpiewu ptaków, obserwować wschodzącą zieloną trawę, kwitnące żonkile czy biegające wiewiórki. Ja przyglądam się ludziom. Rodzice bawią się z dziećmi, ludzie spożywają posiłki na ławkach, biegacze wystukują swoje rytmy miękkimi plaśnięciami butów. Turyści wpatrują się w Manhattan...

W parku rośnie 26 tysięcy drzew. W ciągu lat wyrosło tu też 29 rzeźb. Wśród nich znajduje się pomnik Władysława Jagiełły. Polski król zasiada na koniu. Rzeźba ustawiona jest na cokole. Całość mierzy 7 metrów wysokości. W niedalekiej odległości znajduje się starożytny egipski obelisk. Nazwany jest Igłą Kleopatry. Czerwony, strzelisty granit mierzy 21 metrów i waży 180 ton. Obelisk został podarowany Stanom Zjednoczonym przez wicekróla Egiptu w 1869 roku. 
 
Mijam słynne Metropolitan Museum of Art. Jego zwiedzanie pozostawiam sobie na inny czas. Docieram do jeziora Jackie Onassis Reservoir. W jego środku rozpryskuje fontanna, a w lustrze wody odbijają się nowojorskie wieżowce. Widok jest imponujący.
 
Po wyjściu z parku chodzę nowojorskimi ulicami. Napawam oczy wystawami największych światowych domów mody. To prawdziwe dzieła sztuki. Kolekcje są często mocno futurystyczne i ekstrawaganckie. To tutaj Audrey Hepburn, jako Holly Golightly, ubrana w wieczorowy strój wpatrywała się sennie w witryny sklepu Tiffany. Wchodzę do wnętrza przepełnionego cennymi kamieniami, diamentami. Bogactwo biżuterii harmonizuje z subtelnym wnętrzem i życzliwą obsługą. Dla turystów są miejsca, gdzie na tle charakterystycznego turkusu można zrobić pamiątkowe zdjęcie. Ciekawe jest przywiązanie marki do koloru. Tiffany wszystkie detale, od kubków na napoje, po opakowania, krawaty, apaszki, czy szaliki dla personelu utrzymuje w tym jedynym, unikatowym kolorze. 
 
Czuję, że nastała pora na posiłek. Różnorodność kulinarna w tym mieście zachwyca - od hot-doga i coca-coli z budki na ulicy, po eleganckie restauracje ze smakami z całego świata. Smakoszom owoców morza polecam bar i restaurację Marea z widokiem na Central Park. Każdemu miłośnikowi burgerów rekomenduję restaurację Clark‘s, w której jadłam najlepszego burgera na świecie. Smak tego dania, wraz z ociekającym po brodzie tłuszczem, pozostanie na zawsze w mojej pamięci 😊. Najświeższych ryb można skosztować w Brooklynie. Polecam restaurację Seamore’s Dumbo.



Aby spalić kalorie i zachłysnąć się bajecznym zachodem słońca idę na spacer na most brooklyński. To jedna z ikon Nowego Jorku. Łączy Manhattan z Brooklynem. Nad jezdnią z samochodami, po kładce spacerują piesi. Kładka, co dość zaskakujące, jest wąska. Tutaj, bez względu na porę dnia, jest tłoczno. Most Brooklyński jest jednym z najstarszych, wiszących mostów na świecie. Niektóre źródła podają nawet, że jest pierwszym stalowym mostem zbudowanym przez człowieka. Podziwiam drapacze Manhattanu, wieżowce Brooklynu i symbol Nowego Jorku - Statuę Wolności. Po drugiej stronie mostu leży dzielnica Dumbo. To industrialna część miasta, w której sztuka żyje na wystawach zaaranżowanych w dawnych fabrykach. Spacerując wzdłuż rzeki postanawiam oddać się dziecięcej zabawie. Wraz z przyjaciółką inwestujemy 4 dolary w przejażdżkę wiekową karuzelą Jane’s Carousel. Śmiechu i radości nie ma końca. Dlatego stwierdzam, że to najlepiej zainwestowane pieniądze w ostatnim czasie ;)
 
Atmosfery i energii tego miasta nie da się opisać ani słowami, ani fotografiami. Nowy Jork trzeba po prostu zobaczyć. Dopiero wtedy można poczuć klimat i rytm miasta, które nigdy nie śpi i zmienia się, jak obraz w kalejdoskopie. 
 
A jednak tyle się zmieniło w ostatnich tygodniach. Tętniące ulice Nowego Jorku opustoszały, a miasto zatrzymało się. Na jak długo? Czy powróci do swojego rytmu, życia, mnóstwa ludzi na ulicach? Czy to jest normalność?
 
Tęsknię za podróżami, za nowymi ludźmi i doświadczeniami. W ciszy serca odpowiadam sobie na swoje pytania. Dziś wiem, że to co minęło to historia i wspomnienia, do których możemy wracać. Obecnie budujemy nowy świat. Jaki on będzie? Nie wiem. Ale wiem jedno. Nasze miejsce marzeń możemy budować tutaj, gdzie jesteśmy teraz. Z tymi, którzy są wokół nas. Snując marzenia nie musimy uciekać  w przyszłość. Możemy ją budować dzisiaj i każdego nowego dnia. 

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby usprawnić działanie strony. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Czytaj dalej